Krabi_plaze-2

Z Bangkoku na Krabi przylecieliśmy samolotem lokalnymi liniami Air Asia. Bilety na samolot kupiliśmy już w Polsce. Lot minął spokojnie, a na Krabi przywitała nas piękna pogoda. Do końca wyjazdu bardzo obawialiśmy się pogody w rejonie południowym ze względu na intensywne deszcze, które właśnie w tym czasie nawiedzały Tajlandię. Zdarzały się nawet intensywne powodzie. No nic, zaryzykowaliśmy. Nie było źle, ale czasami pogoda bywała kapryśna mimo, iż styczeń to już pora sucha.

Na Krabi nocowaliśmy w guesthousie Baan To Guesthouse prowadzonym przez przemiłą Tajkę no i chyba całą jej rodzinkę, sąsiadki, okoliczne dzieci. Każdy w tym miejscu miał jakieś zadania do wykonania.

Prowincja Krabi to niewielkie, turystyczne miasteczko będące dobrą bazą wypadową na okoliczne wyspy. To wizytówka Tajlandii sama w sobie ze względu na wapienne formacje skalne ukształtowane w jej krajobrazie. Widnieją one na pocztówkach, broszurach reklamowych, przewodnikach turystycznych.
Mi Krabi kojarzy się głównie z licznymi pensjonatami, biurami podróży, dużą ilością restauracji nie koniecznie prowadzonych przez Tajów, a raczej Australijczyków, Amerykanów, którzy w tej części Tajlandii się osiedlili. To wszystko dzieje się na tle majestatycznej przyrody, a więc same kontrasty.

MIEJSCA, KTÓRE WARTO ZOBACZYĆ

– słynny targ nocny – Night Market
– Jaskinia Tygrysa
– Szmaragdowe Jeziorko
– Świątynia Wat Kaew Korawaram
– pobliskie Railay ze słynnymi plażami i ogromnymi wapiennymi skałami, na których wiele osób ćwiczy umiejętności wspinaczkowe
– bardziej kameralna plaża Nopparat Thara Beach.

Pierwszego dnia po przylocie zrobiliśmy ogólny rekonesans miasteczka. Przekąski na targu nocnym, spacer wzdłuż plaży, wizyta w świątyni Wat Kaew Korawaram, która wyglądem przypominała mi Białą Świątynię w Chiang Rai na północy Tajlandii.
Drugi dzień przeznaczyliśmy na plażowanie. Pogoda dopisywała, więc korzystaliśmy. Z tyłu głowy mieliśmy jednak świadomość, że pogoda na południu jest cały czas na krawędzi załamania.

RAILAY BEACH

Popłynęliśmy z głównej przystani przy Night Market na Railay Beach. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu, no prawie. Po zejściu na brzeg kierowca naszego longboata poinformował nas, że należy przejść na drugą stronę, aby dotrzeć na główną plażę (Railay Zachodnia).
Pierwsze wrażenie – plaża ładna w otoczeniu wielkich formacji skalnych, przy brzegu charakterystyczne łodzie z drzewa tekowego przyozdobione girlandami z kwiatów, sporo ludzi i hałas silników łódek, które przywożą w to miejsce turystów w ramach wycieczki „4 wyspy”.
W pobliżu znajduje się też deptak z restauracjami, biurami sprzedającymi wycieczki, sklepikami z pamiątkami. Postanowiliśmy pójść nieco dalej. Trzeba było się trochę powspinać między skałami, iść w upale pod górkę, ale opłacało się. Dotarliśmy do bardziej kameralnego miejsca – Railay Wschodnia otoczona wapiennymi skałami i lasem mangarowym.
I nagle… zaczęły nadciągać ciemne chmury, na chwilę nawet się rozpadało. Kolor wody nie miał już takiego uroku, zrobiło się szaro. Na szczęście po chwili znowu wyszło słońce.

Południe Tajlandii – KrabiKrabi

Będąc na Railay Beach zwróciłam również uwagę na ciekawe zjawisko jakim są przypływy i odpływy, które występują na wodach Tajlandii. Zbliżający się przypływ pokrzyżował nam plany dotarcia do jeszcze bardziej kameralnej, malutkiej plaży, która widzieliśmy w oddali. Niektórzy dopływali do niej kajakiem. Wracając z niej musielibyśmy chyba już płynąć, a nie iść. W drodze na tę plażę spotkaliśmy wracającą z niej Polkę ze skręconą nogą. Bardzo się spieszyła, aby zdążyć przed przypływem. Po czym my również zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki.
Popływaliśmy, poplażowaliśmy, wypiliśmy orzeźwiającą wodę z kokosa, ale co za dużo to niezdrowo, więc postanowiliśmy popłynąć dalej łodzią – do Ao Nang. Stamtąd tuk tukiem na plażę Nopparat Thara Beach.
Ao Nang nie zachwyca – bardzo hałaśliwe, turystyczne miejsce, wręcz tandetne. Zjedliśmy pysznego pad thaia i  mango z kleistym ryżem, wypiliśmy świeży sok owocowy i czym prędzej się ewakuowaliśmy na kolejną plażę, aby się zrelaksować.

TAJSKIE PRZYSMAKI – PAD THAI ORAZ MANGO WITH STICKY RICE

NOPPARAT THARA

Oddalona 2 kilometry od Ao Nang przedzielona jest niewielką rzeczką na dwie części. Część bliższa Ao Nang jest bardziej zagospodarowana, natomiast ta druga już mniej i można na nią dostać się tylko łodzią.
My skorzystaliśmy z tej pierwszej, natomiast, aby mieć bardziej spokojne warunki do odpoczynku przeszliśmy na drugą stronę. Tam na niewielkim skrawku piasku wśród niskich skał i roślinności „ukryliśmy” się przed światem. Ja skorzystałam jeszcze z kąpieli morskich, Michał się zdrzemnął po całym dniu na ciepłym piasku w towarzystwie psiaków.

Południe Tajlandii – KrabiPołudnie Tajlandii – Krabi

Późnym wieczorem wróciliśmy do naszego guesthousa i kupiliśmy wycieczkę na Koh Phi Phi od właścicielki naszego pensjonatu. Kolejnego dnia Krabi było już skąpane w deszczu, a my zasmuceni pogodą pojechaliśmy na jedną z najpiękniejszych plaż świata – Maya Bay. O pierwszym poważnym rozczarowaniu i popełnionych błędach dowiecie się w następnym poście. Ach, z wielkim niedosytem wspominam ten dzień i trochę mi smutno, kiedy wracam do niego wspomnieniami. W podróży i tak bywa.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  1. Lot Bangkok – Krabi, Krabi – Bangkok – ok. 800zł od dwóch osób (Air Asia)
  2. Koszt łódki z Krabi na Railay Beach – 150 bht od osoby
  3. Koszt łódki z Railay Beach na Ao Nang – 150 bht od osoby

 

Więcej o Tajlandii znajdziecie tutaj:

Zapraszam Was również na mój Instagram oraz fanpage na Facebooku

Do zobaczenia gdzieś w drodze!
Martyna