Koh Phi Phi

Koh-phi-phi-czy-warto-2

Pobudka, wczesny poranek. W planach wycieczka na Koh Phi Phi i okoliczne wyspy, w tym najbardziej znaną część Phi Phi Leh, czyli plażę Maya Bay, wyspę Bamboo Island, małpią plażę – Monkey Beach. A co za oknem?  Za oknem lało. Krabi tego dnia było skąpane w deszczu. Monsun ciągle krążył nad południową częścią Tajlandii, no i w końcu ponownie wznowił swoje działanie. No nic, pogoda była mało optymistyczna, ale pojechaliśmy.

organizacja naszej wycieczki – KOH PHI PHI

Dzień wcześniej kupiliśmy zorganizowaną wycieczkę z biura turystycznego Baracuda. Koh Phi Phi przed nami. Plan zwiedzenia tych wysp był inny, kiedy układałam w Polsce plan naszej podróży. Chcieliśmy wynająć prywatną łódź (longboata). Jest to bardzo dobra opcja w przypadku tak komercyjnych punktów na mapie Tajlandii, gdyż to my decydujemy o której godzinie płyniemy w dane miejsce i ile czasu tam spędzamy. Cel był jeden – chcieliśmy uniknąć tłumów, w szczególności tych na Maya Bay. Byłam pewna, że na Krabi będzie taka możliwość, aby prywatną łódź wynająć. Niestety pomyliłam się. Taka opcja jest tylko na wyspie Phi Phi Don. Oczywiście z Krabi też można popłynąć prywatnym longboatem na Maya Bay, natomiast cena ze względu na odległość jest tak duża, że od razu zrezygnowaliśmy. Pozostała nam tylko zorganizowana wycieczka i biuro podróży. Na Phi Phi Don prócz prywatnej łodzi w dobrej cenie można również wykupić nocleg na Maya Bay. Nocuje się na łodzi, gdyż Maya Bay to część Parku Narodowego i nocowanie w tym miejscu jest zabronione. Kupując wycieczkę na Krabi takiej opcji nie znajdziecie. Rezerwując miejsca noclegowe pominęliśmy zupełnie Phi Phi Don ze względu na wszechobecne imprezy i hałas. Aby tego uniknąć zarezerwowaliśmy noclegi na Krabi. Natomiast zupełnie nie przewidziałam, że aby zwiedzić plażę Maya Bay i inne okoliczne wyspy będziemy skazani tylko na usługi niskiej jakości tajlandzkich biur podróży.

Pogoda, bardzo istotna. Zwiedzanie tak pięknych wysp i plaż z krystalicznie czystą woda w ulewie nie jest zbyt przyjemne. Ani kolor wody nie ten, chłodno, wilgotno.

PRZEBIEG WYCIECZKI

Wczesnym rankiem przyjechał po nas samochód i zabrał do Ao Nang. Z Ao Nang wypływają łodzie na wyspy Koh Phi Phi. Płynie się około godziny szybką łodzią motorową. Godzina jazdy po wzburzonych wodach Morza Andamańskiego i w deszczu nie należy do zbyt przyjemnych. Kiedy dopłynęliśmy do punktu pierwszego wycieczki, czyli wyspy Bamboo granatowe chmurzyska nadciągały jak szalone. Pogoda w tych okolicach była lepsza niż na Krabi. Nie padało, ale słońca było jak na lekarstwo. Szaro, buro, ponuro i wietrznie. Woda mimo nieidealnej pogody mieniła się błękitnymi barwami. W słońcu wyglądałoby to wszystko bardziej spektakularnie. I teraz uwaga! Ile mieliśmy czasu na Bamboo? Aż 40 minut! Uroki biur podróży. A tak na marginesie – biuro podróży Bracuda omijajcie z daleka. Gdyby tego dnia była słoneczna pogoda to stanowczo za mało na tak piękną i do tego bezludną wyspę. Na Bamboo jest rafa koralowa, ale w tak krótkim czasie nawet nosa nie zdążylibyśmy zanurzyć. W 40 minut to z ledwością wyjdzie się na ląd i już trzeba wracać.

Koh Phi Phi - czy warto?Koh-phi-phi-czy-warto-1

Po wspominanych 40 minutach powróciliśmy na łódź i popłynęliśmy dalej. Co było po drodze? Viking Cave, czyli Jaskinia Wikingów. W jaskiniach ukryte są malowidła przedstawiające łodzie Wikingów. Szczerze, nie polecam, bo to nic ciekawego, a nasza łódź przemknęła obok tego tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia, a co dopiero zainteresować się bardziej tym miejscem. Punkt programu na zasadzie zapchaj dziurę i tyle.

Następnie popłynęliśmy na Maya Bay, czyli plażę znaną ze słynnego filmu „Niebiańska plaża” z Leonardem DiCaprio. Gdyby nie boski Leo może byłby tu większy spokój.
Było już południe. Tłum, który zobaczyłam mnie przeraził.

Koh-phi-phi-czy-warto-3

Co niektórzy z Was pewnie teraz mi zarzucą, czego się spodziewałam? No właśnie tego. Natomiast mój plan od samego początku był inny – prywatna łódź w innych godzinach i uniknięcie tego tłumu. Nie udało się. Słońca brak, no może na Maya Bay próbowało wyjść zza chmur, ale bezskutecznie i szaleni turyści, którymi w tym wszystkim byliśmy też i my. Było mi smutno, że jestem w tak pięknym miejscu w niewłaściwy dzień i w niewłaściwym czasie. Po chwili znalazłam mały skrawek przestrzeni, aby zrobić kilka zdjęć. Efekty poniżej, a na zdjęciach mój uśmiech i tak zwana dobra mina do złej gry;)

Koh-phi-phi-czy-warto-4Koh Phi Phi - czy warto?Koh-phi-phi-czy-warto-8

Weszliśmy w głąb wyspy – sporo zieleni i co chwila tabliczki ostrzegające przed tsunami. Tak, to tutaj w 2004 roku uderzyło potężne tsunami w wyniku trzęsienia ziemi pod wodą na Oceanie Indyjskim u wybrzeży Sumatry. Wyspy Phi Phi Don i Leh bardzo ucierpiały po tym kataklizmie, zginęło mnóstwo ludzi.

Koh Phi Phi - czy warto?

Kiedy wróciliśmy na plaże usiadłam na piasku i przyglądałam się temu całemu cyrkowi – selfie jedno, drugie, pozy jak do gazet modowych, zgiełk, hałas… o nie, to nie dla mnie.

Następnie popłynęliśmy na lunch, który miał miejsce na Phi Phi Don. Ogrom masowej turystyki w tym miejscu był również uderzający, ale podobno są tam kameralne plaże i miejsca. Tak słyszałam. Prawdopodobnie tak jest, natomiast ja nie miałam możliwości, aby je odkryć.
Po lunchu poszliśmy na spacer. Krótki spacer zamienił się w długi, gdyż w dzikim tłumie zabłądziliśmy. Wyspa Phi Phi Don dzieli się na dwie części i my jakimś cudem nagle znaleźliśmy się po jej drugiej stronie. Nie wiedzieliśmy jak wrócić na tą, na której była nasza łódź. Chodziliśmy, szukaliśmy, a tak naprawdę kręciliśmy się w kółko. Ja już lekko spanikowana bo czas nam się skończył nagle zobaczyłam jedną osobę z naszej wycieczki. I co się okazało, ona również się zgubiła. Pomyślałam, kobieta ma męża i dziecko, którzy czekają na nią przy łodzi, więc nie odpłyną bez nas. Nagle kolejne osoby z naszej grupy, również zgubione. My poszliśmy z tą kobietą – bodajże Włoszką szukać łodzi, a francuska para stwierdziła, że idzie w inną stronę, gdyż według nich nasz kierunek poszukiwań drogi był błędny. Pomylili się. My wybraliśmy lepiej, gdyż nagle spotkaliśmy „pilotki” (jeśli można tak je w ogóle nazwać) z naszej wycieczki, które nas szukały. Następnie już bez problemu wróciliśmy na łódź. Francuska para natomiast nie i decyzja była ostateczna – odpływamy bez nich. Byłam w szoku. Co by było gdybyśmy to byli my?

Popłynęliśmy na Monkey Beach, czyli małpią plażę. Po drodze mijaliśmy jakieś laguny, które wszyscy fotografowali. Mnie nie za bardzo już to wszystko interesowało. Chciałam wrócić na Krabi. Dopłynęliśmy do wyspy szalonych małp i znowu fotki: a to z małpą na głowie, z małpą w torbie, fotki z małpą wyżerającą jedzenie z plecaka i tak dalej…

Koh-phi-phi-czy-warto-7

Ja po kontakcie z  małpami na Gibraltarze już do tych stworzonek się nie zbliżam. Bywają nieprzewidywalne. Popływaliśmy, pospacerowaliśmy, nie padało, ale chmury krążyły nam nad głowami.

Czas wracać na Krabi. Wielka radość, trzeba w końcu zakończyć ten niefortunny dzień. Płynęliśmy ponad godzinę w ulewie. Byłam przemoczona do suchej nitki i trzęsłam się jak galareta. Łodzią rzucało na wszystkie strony. Moim zdaniem mogło nawet się to zakończyć tragicznie. Na początku wszyscy się śmiali z tego co się dzieje, ale kiedy większości zaczynało robić się niedobrze od bujania na wzmożonych falach już do śmiechu nikomu nie było. Dopłynęliśmy cali i zdrowi do Ao Nang, potem tuk tukiem w strugach deszczu na Krabi. Przez kilka godzin nie mogłam dojść do siebie. Byłam zła, że nie przewidziałam, iż odległość między Krabi a Koh Phi Phi jest na tyle duża, iż wynajęcie prywatnej łodzi może być niemożliwe. Byłam zła że trafiliśmy na tak beznadzieje biuro podróży, gdyż organizacja tej wycieczki pozostawiała wiele do życzenia, no i ten deszcz oraz pochmurna, wietrzna pogoda.
Po powrocie do naszego guesthousa szybko wskoczyłam pod gorący prysznic, gdyż cała trzęsłam się z zimna. Potem zasnęłam. Po odpoczynku humory nam się poprawiły, gdyż wiedzieliśmy, że już na drugi dzień jedziemy na Koh Mook – rajską wysepkę bez komercji i tłumów. Tylko pogoda cały czas pozostawała pod znakiem zapytania, ale prognozy były optymistyczne (więcej TUTAJ).

Koh Phi Phi rozczarowało, przynajmniej nas. Na to rozczarowanie jednak złożyło się wiele nieprzewidzianych okoliczności. Chcę wierzyć, że można znaleźć na Koh Phi Phi miejsca mniej komercyjne, bardziej odludne i rajskie. Słyszałam, że takie istnieją. Czy kiedyś się o tym przekonam?

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Pamiętajcie! Jeśli chcecie zwiedzić wyspy Bamboo,  plażę Maya Bay, wyspę Moskito (na tej nie byliśmy, ale na pewno jest piękna) w kameralnych warunkach rezerwujcie nocleg na Phi Phi Don i stamtąd prywatna łodzią (nie będącą speedboatem) lub z opcją nocowania na Maya Bay zwiedzajcie te miejsca. Z biurem podróży sensu to nie ma. Monkey Beach oraz Viking Cave w programie zwiedzania bym pominęła.

MAM NADZIEJĘ, ŻE ZAINSPIROWAŁAM CIĘ DO KOLEJNEJ PODRÓŻY I TAJLANDIA BĘDZIE JEDNYM Z CELÓW NA TWOJEJ PODRÓŻNICZEJ LIŚCIE MARZEŃ. JEŚLI UWAŻASZ, ŻE WPIS TEN JEST WARTOŚCIOWY LUB CHCIAŁBYŚ PODZIELIĆ SIĘ ZE MNĄ I INNYMI CZYTELNIKAMI CIEKAWYMI INFORMACJAMI NA TEMAT TAJLANDII KONIECZNIE OPUBLIKUJ KOMENTARZ. ZA WSZYSTKIE CENNE KOMENTARZE I UDOSTĘPNIENIA POSTÓW DZIĘKUJĘ – OZNACZA TO, ŻE DOCENIASZ MOJĄ PRACĘ.

WIĘCEJ WPISÓW O TAJLANDII ZNAJDZIESZ TUTAJ:

Zapraszam Cię również na mój fanpage na Facebooku Bo moje życie to podróż.

Do zobaczenia gdzieś w drodze!
Martyna

from your site.

Może ci się również spodobać

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o